piątek, 3 maja 2013

Rozdział 19 cz.3

Podkładzik taki że szczena opada :D
Tak, więc to będzie moja pierwsza dedykacja ( i więcej chyba nie będzie - mało osób komentuje ;<) dla Izoldy Griffin :) Której komentarze zawsze sprawiają że się szczerze jak głupia do monitora. I każdego kto to czyta ale się wstydzi skomentować ( albo mu się nieee chce ) proszę aby weszli na TEN blog. Bo 1 jest świetny. 2. jest świetny i 3. jest świetny. Ale przechodząc do tego rozdziału to może być trochę nudny, ale potem się wszystko rozkręci. Cierpliwość popłaca !
Laura
P.S Kolejny jakoś w przyszłym tygodniu.

Tom zatrzymał się i spojrzał na mnie swoimi pięknymi szarymi oczami. Czułam jak z nóg robią mi się waciaczki i już miałam zawrócić i powiedzieć że nic się nie stało i może sobie iść. No ale jednak tak się  nie stało bo odzyskałam mowę.
- Tom. Ja wiem, że ty nie poszedłeś tam z zakładu - wykrztusiłam.
Chłopak patrzył na mnie ze zdziwieniem po czym się uśmiechnął  nie ukrywając zdziwienia.
- Czemu mi nie ufasz Brooke ? - zapytał
- Ja..bo..ja nic o Tobie nie wiem Tom. Jak mogę ufać komuś o kim wiem tyle że ma na imię Tom a na nazwisko Riddle ? Czy ty byś komuś ufał gdybyś wiedział tylko tyle ? - spytałam.
- Nie lubię opowiadać o sobie - odrzekł bez emocji.
- To może zrobisz wyjątek ? - zapytałam z lekkim uśmiechem.
Tom popatrzył na mnie. Ostatnio robił to często. Bardzo często. Troszkę mnie to przerażało. Ale szczerze uwielbiałam patrzeć w jego szare oczy, które przyciągały mnie do niego bardziej niż biegun A do biegunu B.
- No dobrze. Chodź się przejść. - zaproponował.
- No ja n..
- Zaufaj mi Brooke. - powiedział ciepło Riddle i dotknął mojej dłoni.
- Nnno dobrrze - powiedziałam i zmusiłam się na uśmiech.
Szłam obok niego, rozkoszując się tym że ta głupia krowa Elizabeth nas widzi. Stała i patrzyła na nas a jej twarz powolutku stawała się coraz bardziej fioletowa, aż w końcu wybuchła i rzuciła się w stronę swoich koleżanek cały czas pozostając fioletowa na twarzy. Odpowiadało mi to że ta wyjątkowo wredna Puchonka w końcu dostała za swoje.
Gdy patrzyłam na niego przerywał swoje skupienie i uśmiechał się patrząc mi w oczy aż dotąd dokąd się nie odwróciłam w drugą stronę. Potem znowu o czymś intensywnie rozmyślał.
Ciężko było mi stwierdzić dokąd prowadzi mnie czarnowłosy, ale postanowiłam mu zaufać mimo tego co widziałam jakieś dziesięć minut temu. Wyszliśmy z zamku. Tom prowadził mnie na błonia. Co z tego że był Listopad skoro słońce świeciło tak jakby było lato. Rozejrzałam się po okolicy i stwierdziłam że sami tu nie będziemy, bo chyba każdy chce się jeszcze rozkoszować słońcem które może nie długo już na trochę się nie pojawić. Myślałam na samym początku że będziemy siadać, jednak kiedy miałam taki zamiar Tom złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Szliśmy przez chwilkę w milczeniu.
- Brooke opowiedz mi o swojej rodzinie. - powiedział Tom.
- Moja rodzina nie jest ciekawa. - odrzekłam bez zastanowienia.
- Na pewno bardziej niż moja - odpowiedział uśmiechając się promiennie.
- Niech będzie. Mam trzy siostry Kate, Michelle i Lucy, którą miałeś przyjemność poznać na balu. To ta która chciała z Tobą tańczyć. Wiem, dziwna, ale jak się z nią pomieszka dłużej to jest jeszcze bardziej dziwna. No moi rodzice to Mark i Olivia. Często się kłócili gdy byłam dzieckiem, w sumie w dalszym ciągu się kłócą. Wyglądają z pozoru na zakochanych w sobie, jednak w życiu jest inaczej. Nie jest to wysłana różami bajeczka o szczęśliwym zakończeniu, bo żeby było szczęśliwe zakończenie to musi być chociaż szczęśliwy początek. Nie no chwila początek był szczęśliwy. Był wtedy kiedy się poznali. Kiedy jeszcze nie mieli siebie dość, tylko chcieli więcej i więcej. No cóż najwyraźniej chcieli siebie aż za dużo bo teraz żałują swoich czynów z młodości. Można to przecież wytłumaczyć jako że w młodości popełnia się głupstwa prawda Tom? No ale można zwalić to na tamte czasy, choć te wcale nie są lepsze prawda? Czy ty kiedykolwiek byś tak postąpił? Czy chciałbyś więcej i więcej swojej ukochanej zamiast cieszyć się tym co masz? - powiedziałam patrząc w jego szare oczy.
- Wiesz Brooke. Cały czas mi jest ciebie mało. Zwłaszcza że mało o Tobie wiem. Cieszę się z tego co mam, ale mam tego tak mało że nie dziwne jest to że chcę więcej. Ale przecież ja nie chcę zbyt wiele prawda? Bo ja chcę tylko Ciebie. To nie tak wiele. Owszem dla mnie znaczysz bardzo dużo. - powiedział i uśmiechnął się z czułością.
- Wiesz Tom, ja nie chcę.. ja po prostu się boję powiedzieć Ci co czuję w związku do Ciebie. Boję się tego że pewnego dnia po prostu znikniesz na zawsze. Albo co gorsza staniesz się kimś kim nigdy w życiu być nie powinieneś, że zboczysz na złą drogę. - odrzekłam na co w moich oczach zebrały się łzy.
- Nie płacz proszę - powiedział ignorując moją poprzednią wypowiedź.
- Tom obiecaj mi to, że nigdy nie zejdziesz na złą drogę. Nigdy nie wybierzesz tej która nie jest dla Ciebie wskazana. Że nigdy ale to nigdy nie zrobisz czegoś co mogło by zaszkodzić tobie i twojemu bezpieczeństwu. Obiecaj mi to Tom. Obiecaj - powiedziałam twardo nie zwracając uwagi na łzy.
Chłopak nagle jak poparzony puścił moją dłoń i spojrzał na mnie przerażonym wzrokiem. Nie ukrywał swojego zdziwienia. Patrzył na mnie jakby obawiał się że jego największy sekret nagle został wydany, bałam się że coś mi zrobii. Jednak on uśmiechnął się i znowu wydawał się odprężony.
- Nie mogę Ci tego obiecać. - odrzekł
- Ale dlaczego ? - zapytałam połykając ślinę. Czułam że stąpam po kruchym lodzie.
- Nikt nie jest całkowicie odpowiedzialny za to co robi. Czasami robimy coś, a nie jesteśmy co do tego pewni. Brooke to jest jedyna rzecz której nie mogę ci obiecać. - uśmiechnął się.
- No dobrze - powiedziałam z zakłopotaniem analizując jego słowa.
- Jeśli masz mi to za złe, to mogę Ci to obiecać. Tylko nie wiem czy dotrzymam słowo - powiedział patrząc mi prosto w oczy.
- Wolę żebyś nie obiecywał mi jeśli masz nie dotrzymać. - uśmiechnęłam się lekko.
- Więc właśnie - powiedział i zaczął iść - Co robią teraz Twoje siostry ?
- Jedna Michelle pracuje w Ministerstwie, a Kate ... ona chyba też. No i Lucy to Lucy - powiedziałam z rozbawieniem, na co Tom się uśmiechnął. - Opowiedz mi coś o sobie Tom.
- No to tak : Mam na imię Tom. - powiedział a ja się roześmiałam po czym dodał - Moja matka pochodziła z rodziny blisko ze Sal.. ekhm to znaczy czystokrwistej, ale zrobiła błąd bo poślubiła szl..mugola. Niesamowicie przystojnego jak ludzie powiadali ( przewrócił oczami ). Ale moja matka była brzy.. nie urodziwa więc ta szl.. mój ojciec nie chciał z nią być. Ona uwarzyła eliksir miłości i mu go podała. Potem myślała że on ją kocha. Jednak ta łajz.. on zostawił ją samą ze mną. Ale ta zdr.. kobieta zmarła po chwili gdy mnie urodziła. Wychowywałem się w Sierocińcu. Nikt tego o mnie nie wie. I proszę nie mów tego nikomu.. Nie chce żeby się wydało jaki popełniła błąd i jakim sukin.. okropnym człowiekiem okazał się ten de..człowiek.
Przełknęłam ślinę. Nigdy w życiu nie spodziewałam się tego że Tom może się tak przede mną otworzyć, że może tak przed kimś ogólnie.
- No to teraz już coś wiesz. Przez coś rozumiem bardzo dużo. Ufasz mi ? - zapytał z uśmieszkiem
- Nawet bez tego Ci ufałam - uśmiechnęłam się podstępnie.
- Jakież sprytne zagranie rozegrałaś Campbell - roześmiał się.
- No wiesz, ale jak chcesz możesz mi jeszcze coś opowiedzieć - zaśmiałam się i spojrzałam mu w oczy.
- Nie wiem czy to wiesz Brooke, ale masz takie same oczy jak ja. - powiedział i przypatrzył się głębiej, i głębiej a potem to już chyba zdarzyło się to, że nasze usta dziwnym trafem się spotkały i nie chciały pożegnać. To było takie urocze, takie jak na filmach. Szkoda, że wtedy tam stało więcej osób i zaczęło się pogwizdywanie (chłopcy) i fuknięcia ( dziewczynki ). Ale w tłumie znalazł się też Cedric, który trochę bardzo się wkurzył, ale nic nie powiedział. Było mi go szkoda, ale za bardzo kochałam Toma by teraz myśleć o kimś innym. Mimo wszystko w końcu musieliśmy się odlepić i iść dalej rozmawiając o wszystkim i o niczym. No takie miałam plany, ale Cedric zdenerwował się albo poczuł zazdrosny trochę za bardzo i gdy miałam iść to podszedł do nas i chwycił mnie za rękę.
- Brooke, możemy porozmawiać? - zapytał
- Nie wydaje mi się żeby chodziło Ci tylko o rozmowę - fuknął Tom
- Tom błagam Cię to tylko rozmowa - powiedziałam uśmiechnięta próbując rozwiać atmosferę która spoczywała w powietrzu.
- Już to widzę - mruknął jednak oddalił się kilka stóp dalej.
- Tak ? - spytałam patrząc na przyjaciela.
- Co to mają być za sceny ? - syknął Cedric.
- O co ci chodzi znowu ?! - żąchnęłam się
- No te wasze ciągłe całowania, przytulania i różne takie.
- Że jak !? Przepraszam Cię, ale raz się pocałowaliśmy a ty robisz z tego wielkie halo.
- Przynajmniej przeprosiłaś
- C.. Nie mam Cię za co przepraszać!
- Masz.
- Jeśli masz tak ze mną rozmawiać to weź już sobie idź, bo nie powstrzymam się od zrobienia Ci krzywdy - syknęłam chwytając różdżkę jednak nie pokazywałam jej.
- Jestem wyższy.
- A ja sprytniejsza Puchonku-Sruchonku. Nie masz w sobie nic ze sprytu. Jesteś nikim. - pysknęłam po czym ugryzłam się w język. Nigdy nie byłam taka a już na pewno nie w stosunku do Cedrica.
- Ced ja przeprasza-mm, nie chodziło mi o to. Ja na prawdę Poczekaj chwilę! Cedric no. - krzyknęłam do oddalającej się postaci.
- Chodziło mi właśnie o to - powiedział chłopak i odszedł.
Stałam sama i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Właśnie tak utraciłam najlepszego przyjaciela. Dlaczego ja to powiedziałam?
- Brooke, coś się stało ? - zapytał Tom przejęty.
- Przytul mnie - powiedziałam
- Co?
- Przytul.
Tom zrozumiał i przytulił mnie szczerze. Czułam że idziemy, nie chciałam stawiać oporu więc po prostu wtuliłam się w niego i szłam. Tom kilka metrów dalej, przy jeziorze, z widokiem na zachód słońca. Machnął kilka razy różdżką i pojawił się koc a na nim jedzenie. Było to tak romantyczne, że musiałam uważać by się nie rozpłakać.
- Usiądź. - wskazał na koc. Zrobiłam to o co poprosił.
- Do kolacji wystarczy - oznajmiłam usadzając się na kocyku
- Kto powiedział że idziemy na kolację ? - spytał z rozkosznym uśmiechem.
- Jak to ?
- Bo wiesz, dzisiejszego wieczoru, dziewczyno jesteśmy tylko ja i ty. - szepnął po czym mnie pocałował. Wiedziałam, że tego wieczoru nie zapomnę.

sobota, 27 kwietnia 2013

Rozdział 19 cz.2

Może nie adekwatny do sytuacji, choć trochę jednak jest w sumie ;3
No więc, wiem że rozdział słaby, ale tylko tyle udało mi się wykrztusić. Kolejny będzie może jakoś w Sobotę albo wcześniej. A no i będzie jeszcze 1 część tego rozdziału potem będzie już dwudziesty. Będę to ciągnęła jakoś do rozdziału 40 albo dłużej. No o ile będę miała wenę i starczy czasu. Do wakacji muszę napisać conajmniej rozdział 30 któryś, bo będzie mi ciężko na wakacjach gdyż wyjeżdżam z przyjaciółką nad morze do jej babci i nie wiem czy jest tam internet.. a nawet jesli jest to małe prawdopodobieństwo korzystania. Tak czy siak potem powstanie inne opowiadanie. O ludzikach z Hogwartu - kompletnie nie kanoniczne postacie ( główne w każdym razie ). A i jakoś niedługo podrzucę wam moje dwa nowe blogi. Jeden o szansie jaka trafia się bardzo rzadko i problemach dziewczyny, a drugi o dojrzewaniu. Tak tak kreatywna ja ;) Enjoy ! :)
EDIT : Oto adres mojego ( tak naprawdę pań Severine C., Cecile H oraz Audrey G.) tzw "poradnika".http://niechzyjadziewczynyy.blogspot.com/ Enjoy x2 :D

Starałam się nie zbaczać z jego szlaku choć było to trudne. Iść za nim i jeszcze pozostać w tłumie. Początkowo Carmen nie chciała odpuścić i złapała mnie przed dormitorium. Jednak moje stanowcze nie ją cofnęło. No może nie do końca ale jednak do Pokoju Wspólnego gdzie usiadła z Agnes jakąś tam jej daleką krewną. Nie lubiłam jej a ona mnie i czasem  (tzn. bardzo często) nabijałam się z jej przygłupkowatego afro. Może i to nie było kulturalne, ale ona nabijała się z mojego wzrostu, bo ona ma 181 cm wzrostu co czyniło ją wyższą ode mnie więc nasze kłótnie dość zabawnie wyglądały. I mówiła do mnie "bachor" więc nie widzę powodu dla którego miałabym się teraz tego wstydzić.
Ale zaraz. Riddle, to na nim muszę się teraz skupić a nie na jakiś debilkach z siódmej klasy. Oby nie zdała OWUTEMów!. Ach ja i te moje złe myśli. No w każdym razie Tom szedł i szedł i szedł gdy nagle skręcił do łazienki..damskiej. Ostrożnie weszłam za nim nie starając się narobić żadnego hałasu.  No i się udało. Weszłam za nim skrywając się za ścianami, wiedząc że nie długo mi już nie wystarczą by się uchronić. Patrzyłam jak Tom podchodzi do umywalek i nagle.. chcąc zobaczyć więcej (Przeklęty wzrost!) podeszłam o kilka stóp do przodu i nie zauważyłam odłamka leżącego na podłodze. No i jak można się domyślić potknęłam się i runęłam w długą.
Tom zauważył to, zaśmiał się jednak widząc mój wzrok spoważniał i podszedł, pomagając mi wstać.
- No to wpadłaś podglądaczko - zaśmiał się.
- Nie podglądałam Cię. - rzuciłam oschle.
- No pewnie. -  odrzekł.
Po kilku sekundach milczenia spytałam go powoli dobierając słowa.
- Tom co ty chciałeś zrobić z tymi umywalkami? - spytałam. I dopiero teraz zauważyłam jak głupio zabrzmiało to pytanie.
- Nic. Umyć ręce - powiedział.
- Ale dlaczego akurat w DAMSKIEJ łazience?
- Bo wiedziałem że do męskiej za mną nie wejdziesz - odrzekł z uśmiechem.
- Ta, przezabawne..Chwila ty mnie widziałeś?
- Tak. Jakoś tak wiedziałem że za mną idziesz kiedy Philip Cię zawołał - zaśmiał się.
Postarałam się moją pamięcią przybliżyć tego zdarzenia. Ach tak!:
Szłam za Tomem w niesamowitym skupieniu, pozostając nie zauważoną.
- Cześć Brooke! Gdzie tak idziesz? - krzyknął Philip
- ĆSIII! Muszę być nie zauważona ! 
- No pewnie. Ach ty i te Twoje zabawy.
- Ta jasne. No dobra bo mi To.. Mathilde ucieknie
- Mathilde? To dziwadło?
- OCH Musze od niej pożyczyć notatki z Transmutacji!
- Możesz odemnie.
- NIE NIE MOGĘ!
- No dobra już idź.
- O dzięki łaskawco.
-Tak muszę przyznać że zawaliłam. Zaraz to nie ja zawaliłam tylko Philip! - krzyknęłam oburzona patrząc na Toma
- Powiedzmy. No ale czemu za mną szłaś?
- Spytałam pierwsza.
- Okej. Więc założyłem się z Patrickiem że wejdę do damskiej łazienki. Teraz ty - odrzekł.
- Eeee. No bo ja po prostu z ciekawości za Tobą poszłam
- Yhm. - odrzucił i już miał wychodzić kiedy się na niego rzuciłam.
- Tom ! Nie idź no! Nie widzisz że nie mogę iść? Musisz mnie zanieść do Skrzydła Szpitalnego!
- Jasne. - powiedział i wziął mnie na barana.
Szliśmy.. to znaczy on szedł gdy nagle się odezwałam
- Wiesz że zrobiłam to specjalnie prawda?
- Tak wiem - odpowiedział.
- Czyli wiesz, że już nie musisz mnie nieść tak ?
- Tak wiem.
- Więc mnie puść.
- Okej - powiedział i zrzucił mnie na podłogę jak worek kartofli po czym pomógł mi wstać.
- Może delikatniej co  ? - mruknęłam pod nosem wstając.
- Nie tam. - odrzekł i poszedł w stronę dormitorium Ślizgonów.
Brooke, ale z Ciebie debilka ! Dobra muszę się szybko ogarnąć i mu powiedzieć co czuje, bez pomocy Carmen tym razem. A co jeśli mnie nie wysłucha po tej scenie z Cedem ?  Ojej co ja mam zrobić, ale co jeśli Tom był zazdrosny a tak serio mnie kocha ? Nie tam o czym ja w ogóle myśle. To jest Tom Riddle dziewczyno ogarnij się, on nie kocha nikogo. Nikogo. Muszę być nikim skoro tak.. Nie no muszę się ogarnąć i nie postępować nie ostrożnie bo to może mi tylko zaszkodzić. Ale z drugiej strony jest tu mało ludzi... Nie no ale przecież nie mogę tak sobie podbiec i go pocałować. Pewnie by mnie odepchnął, och no i co teraz. Mogę albo muszę, albo się wstrzymam.
- TOM ! Czekaj chwilę ! - krzyknęłam i zaczęłam biec w jego stronę.
No cóż każdy popełnia błędy.

piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział 19 cz.1

Super świetny podkład muzyczny :3

Usiadłam na łóżku i patrzyłam przed siebie. Czemu ja właściwie tak wybuchłam? To zrozumiałe że Tom ma prawo do tego żeby się z kimś spotykać i przecież nie musiałam tak na niego z tego powodu naskakiwać. Jestem naprawdę bardzo dziwną osobą. Nie dość że jestem o niego zazdrosna to jeszcze robię mu z tego powodu problemy jakby to ode mnie zależało z kim on ma być. Cóż ta zazdrość robi z człowiekiem. A na dodatek on dobrze o mnie powiedział. Porzuciłam przyjaciół dla swoich własnych problemów. A o Carmen to nie wspomnę. Jeśli Tom zrobił tak jak myślę że zrobił, to Carmen już wie o tym co się zdarzyło w tej klasie. Och dlaczego ja mam teraz tyle problemów. Dlaczego ja a nie np. moja siostra?  Tak byłoby lepiej. 
- Brooke.. co się stało? - powiedziała nieśmiało Helen patrząc na mnie
- NI.. to znaczy nic mi się nie stało. Siadaj - uśmiechnęłam się słabo.
Helen popatrzyła na mnie z lekkim zakłopotaniem, ale ruszyła w stronę mojego łóżka i usiadła ciężko oddychając jakby bojąc się że mogę zrobić jej krzywdę.
- Co tam u Ciebie ? - zapytałam sztucznym głosem.
- E. Nic.. Ja już właściwie miałam iść... Paa Brooke - wykrztusiła i prawie biegiem wypadła z dormitorium.
Świetnie.
Nagle do dormitorium wpadła Carmen i bez żadnego powstrzymania rzuciła się na swoje łóżko, chyba nawet nie widząc że jestem w pomieszczeniu. Jako że nie wiedziałam czy ona chce mnie teraz widzieć postanowiłam tak sobie po cichutku wyjść z dormitorium. Byłam już tak blisko celu.
- Siadaj - powiedziała Carmen nie podnosząc głowy z łóżka i niedbałym ruchem ręki wskazując łóżko.
Miałam zamiar mruknąć coś w ramach 'nie dzięki śpieszy mi się' , ale mimo wszystko skierowałam się i zasiadłam czekając na to co powie.
- Co zrobiłaś Helen że aż tak szybko wybiegła z dormitorium ? - zapytała z rozbawieniem powoli się podnosząc.
- To ona serio biegła? - zaśmiałam się
- Ta jasne ona biegła. Prędzej to ja wsiądę na miotłę - powiedziała na co się roześmiałam.
- Mimo wszystko wiem, że nie zawołałaś mnie po to żeby plotkować sobie o Helen, prawda? - rzuciłam spuszczając wzrok na buty.
- Dobrze się domyślasz. Słyszałam że ( no nie ! ) całowałaś się z Cedrikiem - mówiła wlepiając we mnie swoje ciemne oczy- To prawda?
Spojrzałam na nią z przerażeniem. Musiałam jakoś zręcznie dobrać słowa żeby nie wyszło nie zręcznie, i gdy już miało wszystko pójść po mojemu to..
- No tak a co? Ty pewnie się całowałaś z Tomem - syknęłam.
- BROOKE ZWARIOWAŁAŚ? - krzyknęła zrywając się gwałtownie z łóżka. - NIGDY W ŻYCIU.
- Nigdy nie mów nigdy - powiedziałam do siebie.
- Słyszę to - odrzekła obojętnie patrząc na ścianę.
- Ta wiem - rzuciłam.
- Dlaczego mi to zrobiłaś ? - zapytała po krótkiej przerwie
- Sama nie wiem, działałam pod wpływem impulsu, ale Carmen ja z nim nie będę. Bo to nie on mi się podoba - odrzekłam bawiąc się kocem.
- Ach tak ? - powiedziała wyraźnie ożywiona - A może powiesz kto Ci się podoba?
- Tom.. - mruknęłam
- Kto, kto? Nie usłyszałam?
- Tom - powiedziałam ciut głośniej.
- Nie słyszę Cię Brooke! Możesz powiedzieć głośniej ? - powiedziała Carmen zachowując powagę jednak widziałam że chce jej się śmiać.
- TOM RIDDLE ! - krzyknęła
- Całym zdaniem proszę ! - odpowiedziała śmiejąc się
- PODOBA MI SIĘ TOM RIDDLE! - krzyknęłam w tym momencie gdy akurat otworzyły się drzwi od naszego dormitorium. A stał w nich..  no jak można się domyślić stał tam Tom. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem po czym spojrzał na Carmen która już właściwie dusiła się ze śmiechu. Cóż za  niezręczna sytuacja.
- Tom .. chciałeś coś ? - spytała Carmen dusząc się ze śmiechu.
- Nie po prostu myślałem że ktoś tu jest - mówił Tom patrząc cały czas ze zdziwieniem w moim kierunku.
- No to możesz już iść - fuknęłam cała czerwona. Zupełnie jak burak.
- Już idę. - odpowiedział i wyszedł.
Carmen która dusiła się ze śmiechu nagle spojrzała w moim kierunku.
- O czym myślisz? - zagaiła ocierając łzy ze śmiechu.
- O tym że idę go... się przejść - powiedziałam
- Mogę z Tobą jeśl..
- Nie. - odpowiedziałam i wyszłam.
Wychodząc z dormitorium szybko złapałam różdżkę i poszłam za Tomem, może i to nie było zbytnio rozsądne, ale kto w tym świecie postępuje teraz rozsądnie.

piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 18.

Podkład muzyczny

Otworzyłam wreszcie oczy, cały czas były mokre od łez. Spojrzałam na Cedrika, i ujrzałam jego twarz tak bardzo przejmującą się mną. To nie było to samo uczucie co wczoraj, przedwczoraj albo kiedyś. Czułam że jest kimś więcej niż tylko przyjacielem, chociaż skąd mogłam mieć do tego pewność. Od nie dawna mam straszne wahania nastrojów, więc moje uczucia co do niego mogą być tylko chwilowe. A co jeśli Carmen cały czas kocha się w Cedriku tylko on z nią zerwał? Dla mnie. To by było najgorsze co mógł zrobić, nie wybaczyłabym mu tego, dlaczego? Sama już nie wiedziałam. Patrząc na niego w milczeniu przypomniałam sobie o Tomie. O balu i o całej reszcie. Czy ja próbowałam oszukać przeznaczenie? Sama nie wiem. Czy on w ogóle należy do tego całego przeznaczenia? Cedrik odkąd tylko pamiętam troszczył się o mnie, razem ze mną smucił, pocieszał gdy nie mógł się śmiać, a Tom.. on nigdy nie okazywał swych uczuć, a jeśli już to tylko te negatywne. Pamiętam dokładnie jak w skrzydle szpitalnym emocje pokazały jego gorszą stronę, wtedy płakałam, ale wszystko skończyło się szczęśliwie. I potem znowu to samo. Czy to jest jakieś błędne koło? Ile razy mogłam jeszcze tak płakać? I to TYLKO przez jednego Toma Riddle'a. 
- Eee - uśmiechnął się Cedrik - Lepiej?
- O wiele - odpowiedziałam jednak bez uśmiechu, po prostu podeszłam do niego i się przytuliłam.- Tak dobrze że jesteś.
- O cudownie - powiedział głos, stojący w przejściu. Nie musiałam się odwrócić żeby wiedzieć kto jest tym głosem - Ile już jesteście razem?
- Skąd wiedziałeś? - spytałam cicho.
- Och Ceduś och jak dobrze że Cię mam. Ten Riddle znowu mnie obraził, och a może o nim zapomnijmy? I o Carmen. Philipie.Carol i reszcie. Co oni nas obchodzą tak? - zadrwił Tom
- SKĄD WIEDZIAŁEŚ? - wykrzyknęłam
- O tym że tu jesteście? Nie sposób się domyślić. Kalkulując wszelkie możliwe opcje, mógłbym iść do obu pokojów wspólnych, jednak spotkałem dwie przemiłe Puchonki które powiedziały gdzie poszliście - powiedział dumny z siebie - A i jedna dodała jeszcze " A Brooke wyglądała jakby naprawdę go kochała, to słodkie ci zakochani".
- Nie powinieneś się w to wtrącać.
- A bo co?
- BO TO TY JESTEŚ TEGO POWODEM! - krzyknęłam i go strzeliłam z plaskacza w ramię. Tom spojrzał na mnie z rozbawieniem.
- Ach biedna Brooke, nie mogę w to uwierzyć, ależ ja jestem okrutny, przepraszam że powiedziałem to co czuję, zupełnie jak ty.
- Ja.. ja .. nie.. NO I BARDZO DOBRZE.
- Świetnie. A nie masz przepraszam macie gołąbeczki nic przeciwko temu że zaproszę kogoś jeszcze do naszego wypadu do Hogsmeade ?
- Stary przesadzasz - rzucił Cedrik patrząc na niego jakby miał go zabić.
- Nie mam zamiaru przesadzać, weźmiemy jeszcze Luizę dobrze? 
Przesadził. I to nie pierwszy raz. 
- Weź sobie kogo tylko chcesz! Myślisz że to mnie jakoś wzrusza? Możesz sobie z nią robić co tam tylko chcesz, całuj się obściskuj GÓWNO MNIE TO OBCHODZI, zrozumiałe? Całe to co chcesz mi przekazać jest mi obojętne! Jesteś zwykłym palantem który myśli że może sobie robić co chce prawda? PRAWDA RIDDLE? - wykrzyczałam to praktycznie na jednym tchu po czym trochę spokojniej dodałam - Po prostu wszystko skończone. Gdybym miała nawet oszukać przeznaczenie jest to lepsze niż bycie z Tobą. Psujesz wszystko, wszystko co mogło być świetne, wiesz co nie pójdę do Hogsmeade.
- Brooke przestań - powiedział Cedrik
- Zamknij się, jeszcze nie skończyłam. A wiesz co pójdę do tego całego Hogsmeade, tylko po to żeby nie okazać się tchórzem takim jak ty Riddle, po prostu wiesz co.. ja Cię po prostu NIENAWIDZĘ. Odejdź stąd nie chcę Cię więcej widzieć! A co dopiero rozmawiać! NIENAWIDZĘ. A Ciebie Cedrik, bardzo lubię i szanuję, ale nie mogłabym być z kimś kto jest i będzie westchnieniem mojej przyjaciółki. Przepraszam Cię Ced, ale idę. - powiedziałam i wyszłam prosto do dormitorium. Czy naprawdę ja chciałam żeby Tom odchodził? Sama nie wiedziałam działałam pod wpływem emocji. Nie chcę żeby odchodził, wszystko będzie mi go przypominać. Nie chcę tego. 

niedziela, 31 marca 2013

Rozdział 17.

Podkład muzyczny
- Eeee. Jasne nie ma problemu.- jąknęłam i zaczęłam kończyć jeść sałatkę.
- Czyli jesteśmy umówieni, a teraz pozwólcie, że podążę za Jamie'm do naszego pokoju wspólnego aby wyjaśnić tę dość nie fajną sytuacje - powiedział Cedrik i uśmiechnął się. Lubiłam gdy się uśmiechał dodawał mi wtedy otuchy, był jak starszy brat, choć nie był starszy, zawsze troszczył się o mnie, przez zawsze rozumiem przed tym jak chodził z Carmen. Potem jakoś przestał ale widać że mu na mnie zależy, zresztą mi na nim też. Nie wiem co bym bez niego zrobiła.
- No to jak Tom. Podoba Ci się Brooke?- przerwała ciszę beztrosko Carmen.
Tom spojrzał na nią wzrokiem, jakby co najmniej spadła z księżyca.
- Eee - jąknął kompletnie nie wiedząc co powiedzieć a nie zdarzało mu się to często.
- Dobra i tak wiem, że tak. - machnęła ręką i spojrzała na mnie - A tobie?
Patrzyłam to na niego to na Carmen, i co miałam teraz zrobić? Powiedzieć Ach tak Tom od początku piątej klasy mi się podobasz? Będziesz ze mną chodzić. Bardzo chciałam tego uniknąć. Nie wiedziałam co mam robić, powiedzieć prawdę czy skłamać oszukując tym samym siebie? Spojrzałam mu w oczy, chciałam zasugerować się tym co w nich jest, tym co czuje gdy na niego patrzę. Ale to nie było to samo uczucie, co jeszcze wczoraj. Wczoraj kiedy patrzyłam w te oczy czułam ciepło, troskę, zrozumienie. A teraz .. obojętność.
- Nie - powiedziałam i spuściłam wzrok.
- Jak to nie? - Carmen wyraźnie to zszokowało.
- Ona też mi się nie podoba - powiedział Tom, ale to nie było udawane, to było szczere stwierdzenie.
- Aha.. no niezręcznie się teraz zrobiło - powiedziała i zrobiła dziwny wyraz twarzy.
- Nie skądże - odpowiedział Tom - Nic się nie zmieniło.
Wstałam, a właściwie zerwałam się od stołu szybciej niż szybko i poszłam nie zważając na jej komentarze i pozostawiłam ich samych. Od razu gdy wyszłam łzy pokapały mi po policzku, na moje szczęście nie było nikogo ani w przy wejściu, ani nigdzie. Siadłam na schodach, nie chciałam żeby ktokolwiek mnie zobaczył. Gdy już myślałam, że gorzej być nie może, akurat przechodził Cedrik uśmiechnięty i wyraźnie zadowolony z siebie, gdy mnie zobaczył ucieszył się.
- Brooke! - krzyknął i ruszył w moją stronę - Jak dobrze Cię widzieć, Jamie powied.. Brooke co się dzieje...Proszę nie płacz Brooke.
Usiadł obok mnie i przytulił. Położyłam mu głowę na ramieniu i płakałam. Na nic były jego próby uciszenia mnie, i uspokojenia, nie mogłam przestać. Pierwszy raz czułam się tak głupio, i zarazem tak bezpiecznie. Wiedziałam że gdyby teraz ktoś nas zobaczył było by to jednoznaczne, ale to już było mi obojętne. Nagle usłyszałam tupot stóp. Przed nami stały teraz dwie trzecioklasistki.
- OMFG! PATRZ NO! ZAKOCHANI - krzyknęła jedna z nich, Puchonka
- NO I TO JESZCZE CED! A TO JEST BROOKE TA ŚLIZGONKA! - krzyknęła jedna do drugiej, zachichotały i w dalszym ciągu chichotajac patrzyły na nas czekając na dalszy ruch.
- Choć Brooke. Proszę wstań - powiedział i pociągnął mnie za rękę.
Weszliśmy do jakiejś pustej klasy, więc prawdopodobieństwo tego że przyszłyby tu jakieś małe wścibskie dzieci była mało prawdopodobna.
- Co się właściwie stało? - zapytał zmęczonym głosem.
- Proszę.. Cedrik, chociaż ty - chlipnęłam.
- Tom coś zrobił? - spytał patrząc na mnie ze współczuciem.
Przytaknęłam głową i znów zaczęłam płakać. Przyuważyłam, że często wyrażam swoje uczucia w formie płaczu. Poczułam jak Cedrik podszedł do mnie i mnie przytulił, a jako że był sporo wyższy schylił się i szepnął.
- A powiedzieć ci sekret?
- Jaki - wykrztusiłam przez płacz.
- Ja i Carmen nie jesteśmy już razem. Udajemy - powiedział patrząc na mnie.
- Jak to dlaczego? - powiedziałam i spojrzałam mu w oczy.
- Może to nie będzie dla Ciebie zaskoczeniem, ale Brooke.. podobasz mi się. I wiem, że ja Ci też nie jestem obojętny. - szepnął po czym pocałował mnie. Poczułam przyjemność. Jakby to była nagroda za te moje łzy, nie chciałam przestawać.

czwartek, 21 marca 2013

Rozdział 16.

Rano wstałam strasznie zaspana. Normalnie pewnie bym się nie obudziła, ale dziewczyny się postarały. Przez dziewczyny rozumiem Carmen bo reszta gdy tylko zaczęłam je bić ( nieświadomie oczywiście) przestała próbować. Byłam strasznie zadowolona, przypominając sobie o przeżyciach z poprzedniego wieczoru, który był cudowny. Tylko chwila, chwila jedno pytanie nie dawało mi spokoju. Czy my jesteśmy no.. razem? Liczyłam  na to że nie. Trochę dziwnie byłoby być dziewczyną Toma Riddle'a który z pozoru jest niedostępny. Gdy się podniosłam zobaczyłam Carmen uśmiechającą się z radością, podekscytowaniem czy coś.
- Coś Ci się stało? - zapytałam z drobnym przerażeniem
- Nie skądże. A... - powiedziała cały czas psychicznie się uśmiechając.
- A? - jęknęłam. Mogłam się już domyślić o co zapyta.
- Och Brooke. Jesteście razem czy nie? - spytała z niecierpliwością.
- Eh.. Sama nie wiem - westchnęłam
- Ach to cudownie! Zaraz.. co? jak to nie wiesz?
- Tak to. Skąd mam wiedzieć
- No na przykład stąd, że się do siebie przykleiliście wczoraj na balu.
- Nie przesadzaj.
- Nie przesadzam.
- Oj chodź już na śniadanie - powiedziałam i ruszyłam w stronę drzwi.
- Eee Brooke - mruknęła
- CO? - powiedziałam zdenerwowana
- Idziesz w piżamie tak? - spytała z drwiącym uśmieszkiem.
- Ha ha ha zabawne - zaśmiałam się przedrzeźniając ją i poszłam się przebrać. Około dziesięć minut potem wychodziłyśmy z pokoju wspólnego. Czyli, że pięć minut później byłyśmy w Wielkiej Sali. Zajęłyśmy standardowe miejsca. Na przeciwko Cedrika i Toma.
- Słyszałyście że w tym tygodniu ma być wypad do Hogsmeade( tak wiem źle napisałam.) - powiedział uśmiechnięty Cedrik.
- Suuper - odpowiedziała Carmen.
- Idziemy co nie ? - zapytał Cedrik
- Ja mogę iść.. - powiedziała Carmen patrząc to na mnie to na Toma.
- Ja też mogę - uśmiechnął się Tom.
Nagle trzy pary oczu skierowane były w moją stronę. Czułam się trochę niekomfortowo, bo nie lubiłam gdy wszyscy na mnie patrzyli.
- Eeee.. no to znaczy mamy sumy .. i .. wiecie..no - zaczęłam jęczeć.
- Oj Brooke. Mamy narazie Listopad. Do Sumów daleko- uśmiechnęła się Carmen zachęcająco.
Popatrzyłam na Toma, on też czekał w napięciu na to co powiem.
- Ehh. No mogę iść - powiedziałam, co wyraźnie im się spodobało.
- To super. - klasnął w dłonie Cedrik i nagle obydwoje chłopcy spojrzeli za mnie i zamarli. Poczułyśmy się trochę dziwnie z Carmen, i zaczęłyśmy im pstrykać palcami, przed twarzą. Spojrzałam na Toma, i po głębszym przyjrzeniu się zobaczyłam wściekłość w jego oczach. Odwróciłam się i zobaczyłam Jamie'go z lilią w ręku. Poczułam się jeszcze trochę bardziej niekomfortowo, jednak wstałam i podeszłam do chłopaka.
- E. To dla kogo? - wyrwało mi się po czym ugryzłam się w język.
- Dla Ciebie - powiedział słodkim głosem - Właściwie to dzięki Tobie.
- Ale co dzięki mnie? - zapytałam zdziwiona.
- Jestem teraz z Pervency. - uśmiechnął się jeszcze słodziej.
- Och gratuluje - powiedziałam i się przytuliłam, ale po chwili dotarło do mnie jak dziwnie musiało to wyglądać. Szybko odskoczyłam od niego jakby mnie poparzyło i udawałam że to się nigdy nie stało.
- Dzięki Ci wielkie. Wcześniej nawet jej nie zauważałem. Okazało się że wygląd to nie wszystko. Liczy się też charakter. Ty akurat masz te obie rzeczy ale nie będę się narzucał. - powiedział i pocałował mnie w policzek i wręczył kwiatka - Jeszcze raz wielkie dzięki Brooke. Jesteś świetna.
- E Dzięki. - Rzuciłam obracając w rękach kwiatka. Chwilę później spojrzałam w stronę chłopaków i Carmen. Cedrik wyglądał na zszokowanego, Carmen pogubiła się w własnych myślach,a Tom.. Tom starał się nie okazywać uczuć, jednak widać było w jego oczach wściekłość. Widząc to podeszłam szybko, usiadłam i bez żadnych wyjaśnień położyłam kwiatka na stole, między talerzem moim, a jakiejś dziewczyny.
- Brooke ? - wykrztusił po dłuższej przerwie Cedrik
- Tak? - spytałam
- Wy jesteście razem? - zapytał i popatrzył na mnie szczerym wzrokiem.
- Nie no co ty. - machnęłam ręką - Przyszedł mi podziękować.
- Podziękować za..? - spytała Carmen
- Za to że jest teraz z Pervency. - uśmiechnęłam się.
- Pervency? - zapytał Cedrik cichym głosem - Przecież chyba każdy wie, że ona jest z Nicolasem z Ravenclaw.
- ŻE JAK? - wykrzyknęłam po czym widząc miny dziewczyn siedzących obok nas dodałam ciszej - Jak to?
- Normalnie, no. Są razem od początku czwartej klasy. - powiedział Cedrik.
- Ale ona mi powiedziała, na balu że on jej się podoba i..i..- nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam, spojrzałam na Toma, liczyłam jakieś słowo z jego strony, a on wyglądał jakby miał wybuchnąć śmiechem.
- Co Cię tak śmieszy? - syknęłam ostro.
- Oh Brooke. - wziął oddech i zaczął mówić - Chyba jasne jest że ten chłopaczek, chciał mieć pretekst żeby  Cię przytulić i.. pocałować. A każdy taki krok daje mu coraz większe szanse, do bycia z Tobą.( Spojrzałam na niego jakbym miała wybuchnąć)Oj nie przerywaj. Co on Ci powiedział pod koniec rozmowy?
- Że wygląd to nie wszystko, że liczy się jeszcze charakter a ja.. - zawahałam się - Mam te dwie rzeczy, ale nie chce mi się narzucać.
- Och i wszystko jasne. Podlizywał się. Jeszcze tego nie zauważyłaś? On do Ciebie wzdycha i prze...- nie dokończył Tom bo Carmen wkroczyła do akcji.
- I co najbardziej zły jesteś za to że będziesz miał konkurencje w staraniu się o Brooke? - parsknęła śmiechem, co Tom spiorunował spojrzeniem- Oj już nie udawaj. Chłopie, jeśli chcesz z nią być to pytaj, ona się zgodzi prawda Brooke? - szturchnęła mnie
Milczałam.
- A może on nie chce z nią być? - zapiszczał cieniutki głosik Elizabeth dosiadającej się do stołu.
- A może jednak powinnaś być przy stole Puchonów co? - syknęła Carmen. - I nie ładnie podsłuchiwać.
- Ogarnij się. - rzuciła krótko po czym spojrzała na mnie a potem powiedziała - Tom powiedz szczerze czy chciałbyś być z czymś takim, mogąc być ze mną?
Tom milczał i wpatrywał się w kwiatek po czym rzucił krótko.
- Idź stąd.
- Co? - zdziwiła się.
- Idź - powiedział.
- Pff - prychnęła - Nie masz gustu chłopcze, będziesz tego żałował.
- Nie wydaje mi się - rzucił Tom krztusząc się ze śmiechu, jednak zachowując poważną twarz.
- Pff- prychnęła jeszcze raz i odeszła od stołu.
Wszyscy patrzyli na Toma ze śmiechem po czym nasza czwórka zaczęła się śmiać.
- To idziemy do tego Hogsmeade? - spytał Cedrik
- A kiedy to jest? - zapytałam
- Jutro - odpowiedział z uśmiechem.

piątek, 1 marca 2013

Rozdział 15 cz.3

Wróciłam do Wielkiej Sali bez żadnych większych oporów. Nie zatrzymywałam się ani nic, tylko szłam przed siebie. Ciekawiło mnie jak Tom będzie jeszcze długo ukrywał to, że za mną tęskni. Ja mogę tak ukrywać bardzo długo. Cóż wszystko zależy od niego.
- Brooke! - ktoś krzyknął moje imię na co szybkim obrotem głowy spojrzałam w tamtą stronę.  To była Pervency, rudzielec, prefekt z Hufflepuff.
- Tak? - zapytałam trochę onieśmielona.
- Bo wiesz, prawie nigdy nie miałyśmy okazji porozmawiać i w ogóle, więc myśle że może byśmy porozmawiały? - powiedziała gładząc swoje włosy.
- Ale w jakim sensie ? -
- A jakim może być ? - zaśmiała się
- No że w jakim celu ta rozmowa? - powiedziałam patrząc na nią.
- No, dobra widzę, że trochę jakby masz ciężki charakter -
- Możliwe -
- Słyszałam, że pokłóciłaś się z Tomem -
- Prawdopodobnie, ale naprawdę jesteś taaaka szybka skoro dopiero po czterech lub pięciu dniach to zauważyłaś -
- Ojeju, może i jestem. Kochasz się w Jamiem?- spojrzała na mnie wzrokiem dość nie miłym przyznam.
- Co?-
- Słyszałaś -
- Nie, nie kocham. -
- To dlaczego przyszłaś z nim na bal? -
- A to na bal trzeba przychodzić z osobą którą się kocha?-
- Chodzi mi o to że miałaś iść z Tomem. A teraz jesteś z Jamie'm- \
- Zaraz, to ty się kochasz w Jamie'm!-
- Oj cśi. No jasne, że tak. On jest taki słodki.
- Zagadaj. -
- Pogięło cię?-
- Nie. On porozmawia. Może coś z tego wyjdzie -
- On jest w tobie zakochany. Nie widzisz, jak na Ciebie patrzy? Nie rozumiem, jak ty to robisz że tyle chłopaków się w tobie kocha. Nawet z nimi nigdy nie rozmawiałaś a oni tylko do Ciebie wzdychają - westchnęła i odeszła.
Czułam, że ona jest zazdrosna, i to bardzo. Ale ja chętnie mogłabym jej oddać Jamie'go. Ops. Chyba to już nie będzie potrzebne. Spojrzałam w ich stronę. Pervency rozmawiała z Jamie'm. On jak zwykle czarujący, ona starająca się nadążyć. W sumie to przynajmniej mięli o czym rozmawiać.  Obydwoje Puchoni, obydwoje dobrzy z Transmutacji. No to fajnie. Jak zwykle zostanę sama. Nie ważne, może zaraz przysiądzie się tu Carmen. Albo i nie. Tańczy z Cedriciem. Faaajnie. Tak jak pozostałe dziewczyny, będzie pewnie bawić się do rana. No ja tam nie wiem czy będę miała z kim się do tego rana bawić. Wszyscy są zajęci sobą, nikt pewnie o mnie nawet nie pamięta. Ej, ej, ej. Dlaczego ja się nad sobą użalam. Mogą sobie nie pamiętać. Jakoś przeżyje. Może przeszło by, żebym zatańczyła z Cedrikiem. Ehhh. Nie.. Carmen nie odstąpi go na krok. Niby wszyscy zdawali się być w Sali, ale brakowało mi kogoś, kogoś, kogoś... tak oczywistego, że załamujące że nie mogę sobie przypomnieć kogo. Ta osoba, jest dość denerwująca, ale też intrygująca...
- Cześć. Zatańczysz? - usłyszałam cichy, głos. Tak bardzo znajomy mi głos. Podniosłam lekko głowę ku twarzy osoby. To był Tom. To jego brakowało mi w Sali. Co mam mu teraz odpowiedzieć? On myśli że z nim nie rozmawiam. 
- Jasne - powiedziałam i podałam mu rękę. Poczułam takie dziwne, uczucie w środku. Uczucie radości, jakby ktoś dmuchał we mnie balon i ten balon się powiększał. Taki taniec z Tomem to dużo lepsze niż taniec z byle pierwszym chłopakiem. Ponownie czułam na sobie wzrok, większości osób. No może to nie był codzienny widok, bo napewno na codzień nie tańczę sobie z Tomem. Zwłaszcza kiedy jesteśmy w stanie pokłóconym.
Nie chciałam być w stosunku do niego nie miła. Nic w te strony. Tylko chciałam wiedzieć.
- Gdzie jest Luiza? - zapytałam cicho.
- Chcesz jeszcze mnie dobić prawda Brooke? - spytał wyraźnie zmęczony.
- Akurat nie. Wiem, że się pokłóciliście. Ale to nie jest powód żeby Cię zostawiać - powiedziałam.
- Czyli jednak. Szłaś wtedy za nami. - powiedział tym razem wyraźnie pobudzony.
- Jak bardzo dostanę ochrzan?
- A kim ja niby jestem żeby na Ciebie krzyczeć. A poza tym nie mam powodu.
Jakoś dziwnie mi się tego słuchało. Tom zachowywał się jakby naprawdę było mu źle. Nie był już tak naturalny, krył swoje uczucia za ścianką. Jakby bojąc się, że ta ściana jest za mało wystarczalna, że nagle może pęknąć. Jakby sądził, że to co jest za tą ścianą jest bardzo kruche, i delikatne. Właściwie to możliwe, że jest. Chciałam poznać jego uczucia, to co czuje, mogło nam teraz łatwo ułatwić wszystko.
- Dlaczego wtedy... Powiedziałeś o mnie tyle rzeczy. Miłych i jakże... - niedokończyłam bo mi przerwał.
- Trafnych? Prawdziwych? Tych co Cię opisują całkowicie? - wciął się.
- Tak wiem jaka jestem. I to się zgadza. Ale ja nie jestem najlepsza. I dlaczego to powiedziałeś, mimo tego że byliśmy w stanie pokłóconym?
- Dlatego, że nie ważne, czy będziesz na mnie obrażona na zawsze czy co innego, ale zawsze będę mówił o tobie prawdziwe rzeczy. A i jesteś. Nie wiem czy zauważyłaś ale jesteś wyjątkowa. Ty jesteś inna niż ta cała reszta. Jesteś zupełnie inna niż Carmen. Ona jest taka strasznie wesoła, żywa, a ty jesteś taka spokojna, rozważna. Ale zarazem to ty jesteś najbardziej szaloną i najbardziej nie odpowiedzialną osobą w całym Hogwarcie. Wiesz ile osób się w Tobie w ogóle kocha?
- Tsa, podobno nie wiarygodnie dużo.
- Tak. Jamie to szczęściarz.
- Ja tam bym tak tego nie ujęła, Jamie jest miły i uroczy, ale.. ty jesteś lepszy. Najlepszy. Ty jesteś inny, ty jesteś tajemniczy i jakiś w ogóle lepszy.
- Nie prawda. Jest szczęściarzem. Widzę jak na niego patrzysz Brooke.
- Dlaczego prowokujesz mnie do obrażania się na Ciebie? Przez cały bal czyli bite trzy lub cztery godziny, patrzyłam TYLKO na Ciebie, szukałam Cię, błądziłam w myślach, które były o tobie. Nie o nich tylko o tobie. Nie rozumiesz jeszcze młotku? To Ciebie kocham Tomie Riddle. - powiedziałam i na koniec teatralnie westchnęłam.
Tom patrzył na mnie, zwykłym pustym wzrokiem. Jakbym mu powiedziała coś kompletnie zwyczajnego. Ale się uśmiechał. I to uśmiechał nie uśmiechem z politowaniem tylko takim szczerym, radosnym.
- O wiele lepiej to zabrzmiało jak nie płakałaś i to z mojego powodu
- Może i lepiej, ale wtedy powiedziałam, to co czułam. Nie chciałam żebyś odchodził. Ale zaraz. Ja Ci nie powiedziałam że Cię kocham.
- No wiem. Ale rozróżniam jeszcze słowa księżniczko. To co mówiłaś było takie, takie.. wyjątkowe, naprawdę nie chciałem odchodzić. Byłem po prostu zazdrosny, Chyba coś o tym wiesz co?
- I to sporo - westchnęłam.
- Wiesz, że nie masz o kogo być zazdrosna prawda?
- A..
- Luiza to koleżanka.
- Ale jakoś dziwnie jak ona jest samotna.
- Żal Ci jej?
- Nie, ale po prostu wiem jak się czuje. Tak jak ja przez bite cztery godziny. Jest zazdrosna o Ciebie. Ona też Cię kocha. I to całkiem mocno.
- Ale ja jej nie. Jest naprawdę miła, to ekstra, ale nigdy mi się nie podobała. I nie będzie, mogę Ci to zagwarantować.
- Ale smutno tak jakoś.
- Co przez to chcesz powiedzieć? Że mam po nią podejść i zaprosić do zrobienia kółeczka i wspólnego tańczenia tak?
- Nie przesadzaj. Po prostu zatańcz z nią i szczerze porozmawiaj.
- Dobrze.
- Ale, ale Riddle.
- Tak?
- SZCZERZE - zaakcentowałam z uśmiechem.
****
Ta szczera rozmowa dała rezultaty, przez resztę balu wszystko było świetnie, wiedziałam, że Luiza ukrywa to co czuje na prawdę. Było mi jej szkoda, ale to już nie było aż takie ważne. Bal jeszcze trwał co prawda, ale byłam zmęczona i chciałam się położyć. A zresztą Tom już chciał iść a był jednym z pierwszych Ślizgonów który szedł do dormitorium.
- Padam ze zmęczenia.
- Ale fajnie się bawiłaś co Brooke? - uśmiechnął się Tom.
- Może być - zaśmiałam się po czym dodałam - Ale było fajnie. Myślałam że Carmen mnie zabije za taniec z Cedrikiem. A to ona go zaproponowała. Niesamowite. 
- Baaardzo - zaakcentował Tom dając mi do zrozumienia że go to nic, a nic nie obchodzi.
- Zabawne, zabawne. Ale ty też się fajnie bawiłeś prawda? 
- Bardzo.
- Cieszy mnie to.- uśmiechnęłam się.
Nagle zatrzymałam się i roześmiałam.
- Już jesteśmy w pokoju wspólnym?
- Widzisz? Magia królewno, magia.
- Ależ ty masz poczucie humoru Tom. Imponujące.
- Dziękuję, staram się.
- Nie wychodzi.
- Ahaha - zaśmiał się udawanie Tom po czym złapał mnie pod bok i obkręcił w powietrzu- Zabawna jesteś coś ostatnio panienko Campbell.
- Wiem, wiem, ale puść. Tom mówie serio! TOM! - krzyknęłam
- Bałaś się.
- Ani trochę - odpowiedziałam ze śmiechem.
- Jaaasne -
- No to dobranoc panie Riddle - powiedziałam roześmiana, i podeszłam do niego, po czym pocałowałam delikatnie w policzek.
- Dobranoc Brooke - uśmiechnął się i lekko zarumienił.
Od razu w dormitorium rzuciłam się na łóżko. Tak, ten bal był świetny.